sobota, 26 lutego 2011

Wychowanie, Zeszyty Formacji Duchowej 26, Emocje a wychowanie, ks. M. Dziewiecki; Każdy będzie rodzicem, M.Mierzwa-Hudzik; Uzdrawianie relacji, W. Stefan

Emocje a wychowanie, Ks. Marek Dziewiecki
Formacja sfery emocjonalnej to istotny element wychowania. Emocje i uczucia są jednym z podstawowych sposobów kontaktowania się danej osoby z samą sobą, a także z innymi. Proces wychowania powinien objąć obydwa te aspekty. Przyjrzyjmy się najpierw pierwszemu z nich.
Sferę emocjonalną można zdefiniować jako sposób przeżywania wszystkiego, co dzieje się w nas samych i wokół nas. Emocje to reakcje człowieka na jego własne zachowania i własną sytuację życiową, a także reakcje na osoby, sytuacje i wydarzenia zewnętrzne, które wpływają na jego los. W zależności od okoliczności reakcje te wyrażają się poprzez radość, wzruszenie, satysfakcję, poczucie bezpieczeństwa, zaufania, pewności siebie, albo poprzez niepokój, wstyd, poczucie winy, depresję, gniew, desperację, nienawiść.
Emocje informują i motywują
Pierwszym zadaniem wychowawców jest pomaganie wychowankom, by zrozumieli sens ludzkiej sfery emocjonalnej. Wbrew ciągle jeszcze spotykanym naiwnym stereotypom myślenia, przeżywanie emocji nie jest przejawem niedojrzałości czy słabości danego człowieka, lecz cennym źródłem informacji na temat własnej sytuacji życiowej. Z tego względu błędem jest dzielenie emocji na pozytywne i negatywne, jak to ma miejsce w większości podręczników z zakresu psychologii czy pedagogiki. W rzeczywistości bowiem wszystkie emocje są pozytywne. Można je dzielić jedynie na radosne i bolesne, pamiętając jednak, że te drugie też są czymś pozytywnym, gdyż są nośnikami informacji o naszym aktualnym położeniu. Co więcej, im bardziej bolesne są emocje, które w danym momencie przeżywamy, tym cenniejszą stanowią one dla nas informację. Sygnalizują bowiem jakiś stan zagrożenia, kryzysu czy krzywdy, który warto zmienić. Emocje są zatem rodzajem psychicznego „termometru", który informuje nas o naszej sytuacji egzystencjalnej oraz o naszym sposobie reagowania na tę sytuację.
Z tego właśnie względu emocje są cennym darem od Boga, który umożliwia nam dostęp do prawdy o naszym życiu. Dar ten okazuje się szczególnie potrzebny wtedy, gdy manipulujemy własnym myśleniem w taki sposób, aby uciekać od tych prawd o nas samych i o naszym postępowaniu, które stawiają nam trudne wymagania i które zobowiązują nas do zmiany życia. Im bardziej dany człowiek jest niedojrzały, tym silniejszą ma skłonność do manipulowania swoim myśleniem; tym bardziej zawęża i zniekształca swoją świadomość w odniesieniu do tego, co czyni i w jakiej znajduje się sytuacji. Taki człowiek tworzy coś w rodzaju wewnętrznej cenzury, która usiłuje nie dopuścić do jego świadomości bolesnych prawd o nim samym. Emocje spełniają wtedy funkcję drugiego - obok myślenia - obiegu informacji. Jest to możliwe dlatego, że emocjonalne informacje na temat tego, co dzieje się w nas samych i w naszym kontakcie ze światem zewnętrznym, w znacznej mierze pozostają niezależne od naszej woli, od naszych przekonań, oczekiwań czy pragnień. Człowiek nie ma bezpośredniej władzy nad swoimi emocjami. Nie może ich sobie po prostu nakazać czy zakazać siłą swojej woli. Nie może też ich modyfikować mocą intelektualnych analiz czy osobistych przekonań. Emocje można zatem porównać do rozgłośni radiowej, która transmituje informacje na nasz temat, ale jest od nas w znacznym stopniu niezależna. W tej sytuacji mamy tylko dwie możliwości: korzystać z tych informacji albo wyłączyć radio.
Emocje są nie tylko źródłem informacji. Niosą ze sobą także energię i motywację do pozytywnego działania oraz do powstrzymywania się od działań dla nas szkodliwych. Gdy czynimy coś dobrego i dojrzałego, wtedy towarzysząca temu satysfakcja emocjonalna mobilizuje nas, by nadal postępować w podobny sposób. Z kolei naszym niewłaściwym i niedojrzałym zachowaniom towarzyszy niepokój, ból, gniew, rozczarowanie, a czasem nawet rozpacz. Tego typu stany emocjonalne mobilizują nas, by w przyszłości unikać podobnych zachowań czy sytuacji. Właściwie wykorzystane emocje stają się rodzajem cennego przyjaciela, który informuje nas o naszej sytuacji życiowej i jednocześnie mobilizuje do wykorzystania tych informacji w praktyce.
Postawy wobec własnych emocji
Gdy wychowanek rozumie, że przeżywane przez niego emocje są cenną informacją o jego sytuacji życiowej, że w znacznym stopniu są one niezależne od jego świadomości i woli oraz że mobilizują go do pozytywnego działania, wtedy ma szansę zająć dojrzałą postawę w tej sferze życia. Punktem wyjścia w pracy nad sobą jest demaskowanie błędnych postaw w tej dziedzinie. Postawy błędne grożą nam wtedy, gdy dominują w nas bolesne stany emocjonalne. Zajęcie dojrzałej postawy wobec emocji radosnych jest bowiem stosunkowo łatwe. Natomiast w obliczu silnego bólu i niepokoju emocjonalnego grozi nam uleganie postawom skrajnym.
Skrajność pierwsza polega na próbie ucieczki od bolesnych emocji, a skrajność druga, to bierne poddanie i podporządkowanie się przeżyciom emocjonalnym, które dominują w nas w danym momencie. W pierwszym przypadku człowiek sięga zwykle po alkohol, papieros, narkotyk czy leki uspokajające. Unika ciszy i refleksji nad sobą. Ucieka w hałas i nadaktywność. W konsekwencji wyrządza sobie podwójną krzywdę: próbuje zagłuszyć jakąś prawdę o sobie, a w dodatku ryzykuje popadniecie w uzależnienia chemiczne. W drugim przypadku człowiek redukuje całą swoją rzeczywistość do aktualnie przeżywanych emocji i staje się ich niewolnikiem. W obu sytuacjach pozbawia się szansy na życie w wolności, świadomości i miłości i w ten sposób skazuje się na jeszcze większe niż dotąd cierpienia emocjonalne.
Aby zająć dojrzałą postawę wobec sfery emocjonalnej, wychowanek powinien nie tylko rozumieć, na czym polegają wyżej opisane błędy w tej dziedzinie, ale też posiadać informacje na temat przejawów i przyczyn zaburzeń w sferze emocji. Podstawowe zaburzenie to sytuacja, w której emocje, zamiast nas informować o naszej sytuacji życiowej, dezinformują nas. Najczęściej przejawia się to w postaci stałych stanów lękowych, nie związanych z żadnym faktycznym zagrożeniem. Drugim typowym przejawem zaburzeń jest wyraźny brak proporcji między daną sytuacją a jej sposobem emocjonalnego przeżywania. Ów brak proporcji może wyrażać się zarówno w postaci nadwrażliwości emocjonalnej (np. rozpacz czy stany samobójcze w obliczu drobnych niepowodzeń życiowych), jak też w postaci obojętności emocjonalnej (oziębłość lub zupełny brak reakcji emocjonalnej w obliczu nawet najbardziej dramatycznych krzywd czy wydarzeń). Podstawowe przyczyny tego typu zaburzeń emocjonalnych to: uszkodzenia neurologiczne (zwłaszcza mózgu), zaburzenia emocjonalne (np. w funkcjonowaniu tarczycy czy innych gruczołów, albo wskutek stosowania hormonalnych tabletek antykoncepcyjnych czy odchudzających), a także dramatyczne krzywdy czy długofalowe bolesne przeżycia, zwłaszcza w okresie życia płodowego i we wczesnym dzieciństwie.
Kryteria dojrzałości emocjonalnej
Popatrzmy teraz na najważniejsze kryteria dojrzałości w sferze emocjonalnej. Podstawowym sprawdzianem dojrzałej postawy w tej dziedzinie jest sytuacja, w której emocje nas informują o naszej aktualnej sytuacji, ale nami nie rządzą. Ucieczka od bolesnych emocji, jak również bierne poddawanie się emocjom nie
wymaga wysiłku ani żadnej dojrzałości. Jest to postawa typowa
dla małych dzieci, dla ludzi niedojrzałych lub chorych psychicznie. Tymczasem człowiek dojrzały to ktoś, kto zdaje sobie sprawę z przeżywanych stanów emocjonalnych - nawet tych najbardziej bolesnych i dramatycznych - ale się im nie poddaje ani się nimi nie kieruje. Taki człowiek traktuje emocje - zwłaszcza bolesne i niepokojące -jako punkt wyjścia do refleksji nad własnym życiem i zachowaniem. Zachowuje się zatem jako osoba, czyli jako
ktoś, kto kieruje się świadomością, wolnością, miłością i odpowiedzialnością. Zdaje sobie sprawę, że przeżywane przez niego emocje mogą sygnalizować problemy, z których dotąd nie zdawał sobie sprawy. Jednak emocje same w sobie nie wiedzą ani tego, co jest przyczyną tych problemów, ani w jaki sposób można te problemy przezwyciężyć. To może odkryć tylko człowiek dzięki własnej rozumności oraz mocą kontaktów z innymi ludźmi z Bogiem.
Zajęcie tego typu dojrzałej postawy w sferze emocjonalnej wymaga od wychowanka osiągnięcia kilku szczegółowych umiejętności i kompetencji. Jedną z nich jest świadomość, że bolesne emocje nie są problemem, lecz jedynie sygnałem problemów w innych sferach naszego życia, np. w sferze fizycznej, moralnej, duchowej, społecznej czy religijnej. Dojrzałość emocjonalna nie oznacza zatem, że przeżywamy jedynie miłe nastroje, czy że nie doznajemy żadnych bolesnych stanów, typu: lęk, niepokój, gniew czy rozgoryczenie. Taka sytuacja byłaby przejawem zaburzenia, gdyż emocje informują nas o naszej sytuacji życiowej, a ta podlega zmianom i przynajmniej czasami - z naszej lub bez naszej winy -jest trudna.
Kolejnym warunkiem zajęcia dojrzałej postawy w sferze emocjonalnej jest prawidłowe rozumienie relacji między emocjami a moralnością. Otóż uczucia i emocje są neutralne moralnie, gdyż są spontaniczną reakcją naszego organizmu na określone osoby, sytuacje czy wydarzenia. „Uczucia same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nabierają one wartości moralnej w takiej mierze, w jakiej faktycznie zależą od rozumu i od woli" (KKK 1767). Uczucia i emocje nie są zatem grzechem. Nie są też zasługą, gdyż nie wynikają z naszych działań świadomych i dobrowolnych. Ocenie moralnej podlega natomiast nasza postawa wobec tego, co dzieje się w naszej sferze emocjonalnej, a także nasze zachowania związane z przeżywanymi emocjami. Oczywiście na tyle, na ile zachowania te są dokonywane w sposób świadomy i wolny. Im silniejsze oraz im bardziej bolesne są nasze przeżycia, tym bardziej zawężają one naszą świadomość i wolność. Ocena moralna takiej z kolei sytuacji zależy od tego, na ile my sami doprowadziliśmy się do silnego, bolesnego poruszenia emocjonalnego (np. gniewu, nienawiści czy rozpaczy), a na ile jest to sytuacja spowodowana działaniem innych osób albo niezależnych od nas wydarzeń. Cnotą moralną jest stawanie wobec prawdy o sobie, w tym także wobec prawdy emocjonalnej. Wymaga to postawy pokory (zwłaszcza wobec tych przeżyć, które świadczą o naszej niedojrzałości), a także odwagi i wewnętrznej wolności. Z kolei winą moralną jest nie sam fakt przeżywania określonych stanów emocjonalnych, ale ewentualne oszukiwanie samego siebie w tej sferze lub uciekanie od informacji na nasz temat, zawartej w doświadczanych przez nas uczuciach czy emocjach.
Gdy ktoś unika kontaktu z tym, co dzieje się w jego sferze emocjonalnej, wtedy nie tylko traci szansę na zrozumienie własnej sytuacji życiowej, ale też ryzykuje, że emocje, których sobie nie uświadamia, zaczną kierować jego myśleniem, postępowaniem i w końcu całym jego życiem. Dla przykładu, jeśli ktoś przeżywa zazdrość i nie ma odwagi, by to sobie uświadomić, to taka nieuświadomiona zazdrość będzie nadal kierowała jego postępowaniem, a on nie będzie w stanie tego zmienić. Człowiek nie może przecież zapanować nad czymś, z czego nie zdaje sobie sprawy. Jeśli natomiast dysponuje wewnętrzną wolnością i odwagą, by zdemaskować swoją zazdrość, wtedy ma szansę wyciągnąć wnioski ze swoich przeżyć. Może odtąd czuwać, by nie skrzywdzić osoby, której zazdrości. Może też odkryć i wyeliminować źródła zazdrości, np. swoją skłonność do porównywania się z innymi ludźmi lub uleganie kompleksom.
Kolejnym elementem dojrzałości w omawianej sferze jest zdolność do uznawania odpowiedzialności psychicznej za własne stany emocjonalne. Inni ludzie są odpowiedzialni za swoje zachowania wobec mnie, ale nie za moje reakcje emocjonalne na ich zachowania. Nie mogę zatem obarczać innych odpowiedzialnością za moje przeżycia. Ma to jednak bardzo pozytywną konsekwencję, gdyż oznacza, że mam władzę modyfikowania moich reakcji emocjonalnych. Jeśli zachowanie innych osób jest niedojrzałe czy przykre dla mnie i nie mogę zmienić tego stanu rzeczy, to mogę przecież modyfikować moje sposoby emocjonalnego reagowania w tym względzie. Mogę stać się kimś bardziej zrównoważonym i emocjonalnie zdystansowanym w obliczu tej sytuacji.
Inne ważne kryterium dojrzałości to świadomość, że bez pozytywnej modyfikacji własnego postępowania i własnej sytuacji egzystencjalnej nie można na trwałe poprawić przeżywanych uczuć i nastrojów. Nasze przeżycia nigdy nie są czymś przypadkowym. Osoba ludzka jest całością, a jej sfera psychiczna nie jest odizolowana od pozostałych wymiarów człowieczeństwa. Psychika to rodzaj lustra, w którym człowiek może zobaczyć sytuację, w której się znajduje. Byłoby naiwnością modyfikować własne przeżycia psychiczne zamiast modyfikować samego siebie. Takiej naiwności ulegają niemal wszystkie modne obecnie systemy psychologiczne, które obiecują swoim klientom poprawę nastroju bez modyfikowania ich zachowań oraz sytuacji życiowej. Tego typu systemy stają się rodzajem opium dla ludzi i same siebie redukują do roli alkoholu czy narkotyku. Ludzie, którzy nie radzą sobie z życiem - i w konsekwencji - z emocjami, sięgają po substancje psychoaktywne właśnie po to, by osiągnąć poprawę nastroju bez poprawiania własnego zachowania i sytuacji, w której się znajdują.
Dojrzały wychowanek nie poddaje się tego typu iluzji. Zdaje sobie sprawę z tego, że celem życia jest dobre postępowanie, a nie szukanie dobrego nastroju. Rozumie, że szczęście nie jest osiągalne wprost. Jest ono konsekwencją życia w miłości i prawdzie. Człowiek dojrzały czyni nie to, co w danym momencie jest emocjonalnie przyjemniejsze, lecz to, co jest wartościowsze. Miłość i odpowiedzialność jest zawsze trudniejszą postawą niż wygodnictwo i egoizm, ale za to owocuje radością, poczuciem bezpieczeństwa i wewnętrznym pokojem, którego człowiek leniwy czy egoista nigdy nie zazna.
Najdoskonalszym wzorem dojrzałości emocjonalnej jest Chrystus. Potrafił On przeżywać i wyrażać bardzo różne stany emocjonalne: od wielkiej radości i wzruszenia do gniewu, niepokoju i oburzenia. W Ogrójcu doświadczał aż tak dramatycznego cierpienia, że pocił się krwią. Na krzyżu - w obliczu śmierci - ogarnęła Go rozpacz i emocjonalne poczucie opuszczenia. Wykrzyczał swoje przeżycia w dramatycznych słowach: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił. Chrystus nie kierował się jednak emocjami, lecz wolą swego Ojca, miłością i prawdą, troską o człowieka, wiernością swojej misji. Nawet w obliczu śmierci i emocjonalnej rozpaczy, potrafił zdobyć się na postawę zawierzenia i zaufania: Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego. Wychowawcy zdają sobie sprawę z tego, że naśladowanie tego typu postawy i osiąganie równowagi w obliczu najbardziej nawet bolesnych emocji, wymaga nie tylko pracy nad sobą w tej sferze, ale osiągnięcia wewnętrznej wolności, odpowiedzialności i równowagi również w pozostałych sferach.
Więzi emocjonalne
Na początku tego paragrafu wspomniałem, że emocje są dla nas nie tylko źródłem informacji o naszej sytuacji życiowej oraz źródłem mobilizacji. Spełniają one również istotną rolę w naszych kontaktach z innymi osobami. To właśnie w kontakcie z ludźmi i z Bogiem zwykle przeżywamy najsilniejsze uczucia i emocje, zarówno radosne, jak i bolesne. Dzieci, osoby przeżywające zakochanie czy silne zauroczenie drugą osobą, a także ludzie niedojrzali opierają swe więzi z drugą osobą głównie, a czasem nawet wyłącznie, w oparciu o więź emocjonalną. Tego typu więzi sprawiają, że stajemy się zależni od innych ludzi. Im bardziej się nimi cieszymy, tym większą płacimy za to cenę - cierpienie w postaci zazdrości, lęku, że zostaniemy opuszczeni, a także z powodu konfliktów z innymi osobami, które czują się wtedy przez nas ignorowane czy zaniedbane. Często zdominowane emocjami więzi prowadzą nie tylko do zauroczenia, ale stają się rodzajem psychicznego uwięzienia i zniewolenia.
Klasyczną ilustracją takiej sytuacji jest zakochanie. Jego istotą jest wyjątkowo silne związanie emocjonalne z osobą drugiej płci. W dużym stopniu zakochanie to powtórzenie sytuacji z dzieciństwa, gdy dziecko było zauroczone swoimi rodzicami i czuło się bezradne, gdy choćby na chwilę zostawało samo. Istotną różnicą między zakochaniem a więzią dziecka z rodzicami jest to, że zakochanie wynika nie tylko z potrzeb emocjonalnych, ale wiąże się także z fascynacją osobą drugiej płci, z pragnieniem, by ją poznać i zrozumieć, z budzącymi się potrzebami seksualnymi, z marzeniami o założeniu własnej rodziny.
Początkom zakochania towarzyszą intensywne, radosne przeżycia. Osoba zakochana czuje się szczęśliwa i wzruszona, czasem wręcz „porażona" zależnością emocjonalną od drugiej osoby. Potrafi już tylko o niej myśleć, tylko za nią tęsknić, a największym marzeniem jest pozostać z tą osobą na zawsze. Z czasem jednak zakochanie odsłania inne, bolesne oblicze. Zakochany ze zdumieniem odkrywa bowiem, że zakochanie nie oznacza jedynie emocjonalnych wzruszeń i godzin szczęścia. Pojawiają się pierwsze nieporozumienia i rozczarowania, wzajemne pretensje i emocjonalne zranienia. Zakochany ma coraz większą świadomość, że ta druga osoba wcale nie jest samą doskonałością.
Zakochany uświadamia sobie też oczywisty fakt, że nie może w takim stanie pozostać do końca życia. Nie może być tak, że już do śmierci nie będzie umiał bez tej drugiej osoby uczyć się, pracować, a nawet spożyć posiłku. Od momentu uzyskania tej świadomości, zakochany zaczyna zwykle odnawiać więzi z innymi ludźmi i staje się coraz bardziej niezależny od osoby, w której się zakochał. Dalszy kontakt z tą osobą będzie odtąd dojrzalszy i oparty na rosnącej autonomii. W ten sposób zakochanie staje się drugą, obok więzi dziecka z rodzicami, ważną lekcją życia. Zakochany odkrywa, że pomylił się sądząc, iż jest już całkiem dorosły i niezależny. Jego rosnąca niezależność emocjonalna od rodziców okazała się raczej pokonaniem pewnego etapu zależności niż osiągnięciem całkowitej niezależności. Cierpienie, którego doznał w drugiej fazie zakochania, pozwala mu odkryć tę prawdę, która wcześniej znajdowała się poza jego zasięgiem. Prawdę, że więzi oparte na zauroczeniu emocjonalnym nie przyniosą mu nigdy pełnego szczęścia, że takie więzi będą go ciągle na nowo niepokoiły i utrudniały uczenie się dojrzałej miłości. Przeżycie zakochania z jego radościami i rozczarowaniami pozwala na wyciągnięcie wniosku, że człowiek tęskni za miłością, która jest czymś więcej niż fascynacją emocjonalną. Emocjonalne zauroczenie czy uczuciowe przylgnięcie do drugiej osoby jest właściwe dla więzi z okresu dzieciństwa i zakochania. Okazuje się natomiast fatalnym sposobem na resztę życia.
Wyjątkowo niebezpieczna staje się sytuacja, gdy ktoś zakochuje się nie w jakiejś osobie, lecz w substancji chemicznej. Chodzi tu oczywiście o substancje psychotropowe, czyli o te związki chemiczne, które - podobnie jak osoby - mają niezwykle silny wpływ na nasze stany emocjonalne. Zakochanie chemiczne oznacza najczęściej uzależnienie od alkoholu. Alkoholizm w swej istocie polega na „zakochaniu się" danej osoby w tej substancji. Alkoholik to ktoś aż tak zakochany w alkoholu, że sięganie po tę substancję staje się dla niego jedynym sposobem na życie. W zaawansowanej fazie choroby nie potrafi już funkcjonować bez alkoholu. O ile jednak zakochanie w jakiejś osobie jest potrzebną fazą psychospołecznego rozwoju, o tyle popadanie w emocjonalne zniewolenie alkoholem czy narkotykiem nie jest już fazą rozwoju, lecz przejawem patologii. Mamy wtedy do czynienia z chorobą, która w większości przypadków prowadzi do śmierci.
Istotnym zadaniem odpowiedzialnych wychowawców jest wyjaśnianie wychowankom dynamiki wyżej opisanych faz w budowaniu więzi emocjonalnych oraz typowych zagrożeń w tym względzie. Równie ważnym zadaniem jest życzliwe i dyskretne towarzyszenie wychowankom swoją obecnością i radą, zwłaszcza wtedy, gdy przeżywają oni silne zauroczenie drugą osobą. Pozostawieni bez pomocy wychowawczej, mogą okazać się w tej fazie wyjątkowo naiwni i bezradni. Mogą krzywdzić siebie czy innych, albo stać się ofiarą osób niedojrzałych czy cynicznych.
Kolejnym ważnym zadaniem wychowawców jest wyjaśnianie wychowankom związku, jaki istnieje między uczuciami a miłością. Nie jest sprawą przypadku, że najbardziej intensywne emocje wiążą się właśnie z miłością, gdyż to miłość stanowi największe pragnienie ludzkiego serca. Z kolei brak miłości powoduje dotkliwy lek, cierpienie i rozgoryczenie emocjonalne. Jednak miłość w swej istocie jest czymś więcej niż uczuciem. Gdyby istotą miłości było uczucie, to nie można byłoby ślubować miłości. Człowiek nie może przecież ślubować, że przez całe życie będzie przeżywał określone stany emocjonalne. Jednym zatem błędem jest redukowanie miłości do uczuć, a drugim - redukowanie bogactwa uczuć towarzyszących miłości do tak zwanego „pięknego" uczucia. Istotą miłości jest troska o daną osobę, niezależnie od emocji, jakie wobec niej przeżywamy w danym momencie. Dojrzały wychowanek to ktoś, kto osiąga znaczną autonomię emocjonalną i kto potrafi w taki sposób kierować tą sferą, że emocje stają się dla niego ważnym źródłem informacji o nim samym, a z drugiej strony ważnym narzędziem wyrażania bliskości, czułości, delikatności, cierpliwości i życzliwości w kontakcie z drugim człowiekiem. Taka bowiem sytuacja oznacza, że dana osoba dokonała rzeczywistej integracji swojej sfery emocjonalnej z dojrzałą postawą wobec samego siebie oraz z czułą i odpowiedzialną miłością wobec innych.
ks. Marek Dziewiecki
Ks. Marek Dziewiecki, prodziekan Wydziału Teologicznego UKSW w Radomiu, psycholog i duszpasterz, dyrektor katolickiego telefonu zaufania „Linia Braterskich Serc". Autor publikacji z zakresu psychologii wychowania i pedagogiki. Współpracuje z CFD w Krakowie.


Każdy będzie rodzicem. O roli rodziców w rozwoju dziecka, Małgorzata Mierzwa-Hudzik
Od 22 lat jestem matką fizyczną; duchową od lat 10. Kiedy jednak usiadłam do napisania tekstu o roli rodziców, doświadczyłam dużej trudności. Uświadomiłam sobie też, że pełnię rolę matki tak długo, że nie wyobrażam sobie, jak można nią nie być. Doświadczam tego, jak bardzo ta rola ulegała zmianom -bo jest ona inna na poszczególnych etapach rozwoju dziecka i rodziców.
Podkreślę, iż rodzice rozwijają się i powinni się rozwijać razem ze swoimi dziećmi. Jest to mało znana rzecz; tak jak i ta, że do roli rodziców trzeba się przygotować - również teoretycznie. Nie jest to umiejętność wrodzona. Wymaga trochę wysiłku i przyswojenia sobie pewnych treści, m.in. o fazach rozwoju dziecka. Mówiąc o tym, należy pamiętać, iż rozwój ten dokonuje się w trzech sferach: a) fizycznej, b) psychicznej i c) duchowej. Na wszystkich tych płaszczyznach rodzice mają dużo do zrobienia. Mogą zrobić wiele dobrego, ale też złego - poprzez zaniedbanie, zwykłą ignorancję lub nierozwiązane problemy, czy zwyczajnie przez brak wzajemnej miłości.
Na wstępie ważna obserwacja...
Pominę rozwój fizyczny dziecka, gdyż wydaje mi się, iż jest to temat, w którym orientujemy się stosunkowo dobrze, a literatura obecna na rynku jest obszerna. Gorzej (moim zdaniem) jest z wiedzą dotyczącą rozwoju psychicznego, duchowego oraz z potrzebami psychicznymi i duchowymi dziecka (tak, dziecko też ma potrzeby duchowe!).
Nim przejdę do omówienia roli ojca i matki w poszczególnych okresach życia, pozwolę sobie na wypunktowanie - moim zdaniem najważniejszych - kilku ogólnych zagadnień, ważnych w tej roli przez cały okres wychowawczy. Są to: 1) obecność i granice, 2) atmosfera akceptacji i życzliwości, 3) wzajemne poszanowanie i postawa twórcza.
Obecność ojca i matki w rozwoju, choć wydaje się istotna i najważniejsza w pierwszych latach życia dziecka, odgrywa ważną rolę przez całe jego życie. Ta obecność jest inna w pierwszych miesiącach życia dziecka (ciągła, niemal bez przerwy), a inna, gdy dziecko ma 4,10, czy 18 lat. Jest jednak wspólny mianownik tej obecności: mianowicie musi być ona nakierowana na aktualne potrzeby dziecka. Ma ona budować kontakt rodzica z dzieckiem, a przez nich ze światem. Rozumiem przez to, że dziecko ma być słuchane przez rodzica i ma nauczyć się słuchać, ma przeżywać to, co się dzieje w nim samym i uczyć się to wyrażać. Rodzice muszą też mu ukazać, iż obok niego są inni, którzy czują, widzą, potrzebują podobnie jak ono.
Niebezpieczeństwem jest tutaj obecność bez kontaktu. Wtedy nie słuchamy, lecz - my dorośli - lepiej wiemy, czego dziecko potrzebuje. Ten błąd jest jak miecz obosieczny - uderza i w dziecko, i w rodziców. Obie strony są rozczarowane. Rodzicom się wydaje, że dają mu dużo, ale nie chcą się zbytnio angażować. Dziecko jest sfrustrowane i zdezorientowane podwójnym komunikatem rodziców: „Jesteśmy dla ciebie, ale to my lepiej wiemy, czego ty chcesz". Jest to dla dziecka głęboko raniące.
Obecność musi być różna na różnych etapach rozwoju dziecka; intensywna w pierwszych latach życia i coraz bardziej dyskretna w okresie dorastania.
Podobnie jest z granicami. Są to zasady, które powinny być obecne w wychowaniu w każdej rodzinie. Określenie tego, co można, a czego nie należy robić, należy do rodziców, i to oni mówią o konsekwencjach przekroczenia pewnych granic.
Moja praca z młodymi ludźmi przygotowującymi się do małżeństwa uświadamia mi, jak wielu rodziców nie potrafi się cieszyć z faktu, że ich dzieci chcą próbować być dorosłymi i brać odpowiedzialność za swoje życie, uczyć się go, nawet za cenę własnych błędów. Najlepsze rady rodziców są gorsze niż własne doświadczenie młodych ludzi. Życia uczymy się na własny koszt.
Mówiąc o szacunku i postawie twórczej, mam na myśli stosunek do drugiego człowieka, oparty o zaufanie do niego i traktowanie go jako wartości. Z własnego doświadczenia - jako rodzic -wiem, iż obdarzenie dziecka zaufaniem, jest jedną z najważniejszych rzeczy w procesie wychowawczym. Ideałem jest, aby obie strony miały do siebie zaufanie. To zakłada obecność i ciągłe rozmowy, bo tylko w ten sposób można zbudować przestrzeń bezpieczeństwa i wzajemnej akceptacji. A ponieważ dzieje się to w procesie stawania się człowiekiem, wymaga od nas elastyczności i postawy twórczej, która jest zaprzeczeniem sztywności. Sztuką jest umiejętność dostrojenia się do zmieniających się warunków zewnętrznych, z zachowaniem tego, co najistotniejsze i najbardziej wartościowe.
Rolę rodziców widzę jako zadanie osób, które widzą dalej i więcej niż ich dzieci, i wiedzą, jaki system wartości chcą przekazać swoimi wychowankom. Bardzo ważną rzeczywistością w wychowaniu jest fakt, że bierze w niej udział matka - kobieta, i ojciec -mężczyzna - pokazując wpływ obu płci na siebie.
Rola ojca i matki w rodzinie
Najczęściej tymi najbliższymi, którzy towarzyszą nam w życiu od najmłodszych lat, są nasi rodzice: matka i ojciec - ci, z których cząstek powstaliśmy. Oni też przez pierwsze lata kształtują nas i rzeźbią. Jak wielki mają wpływ, widać dopiero wtedy, gdy wpojone przez nich postawy zawodzą, gdy człowiek stara się żyć na własny rachunek. Relacje domowe są głównym przedmiotem wszelkich terapii.
W kontakcie małego dziecka z matką w pierwszych miesiącach życia najważniejsza jest bliska, fizyczna i emocjonalna więź. Aby dziecko zostało nakarmione, przytulone. Nie bez znaczenia jest jednak, jak te potrzeby są zaspokajane. Czy od razu i na każde zawołanie, czy dopiero po długim czasie lub wcale? Matka już w pierwszym miesiącu życia daje dziecku niewerbalne informacje, czy świata trzeba się bać, czy można mu zaufać. Jest to podstawowa zasada ufności lub nieufności, „do" lub „od" świata. Jeśli jest dostępna na każde zawołanie, buduje w dziecku zaufanie do świata, poczucie, że jest on przyjazny, a nie zagrażający.
To właśnie matka uczy nas tego, czy nasze potrzeby są ważne, czy nie. Jest prekursorką nauki troszczenia się o siebie.
Relacja matki z córką
Mała dziewczynka, doświadczając troski swojej matki, uczy się, że jej potrzeby są ważne, że trzeba o nie dbać. Doświadczając akceptacji i troski, kiedyś będzie umiała zatroszczyć się o innych i o siebie. Jej relacja z matką kształtuje jej stosunek do siebie jako kobiety. Matka, która ma pozytywny stosunek do siebie i do swojej córki, która daje jej akceptację oraz przestrzeń do życia, sprawia, iż dziewczynka będzie lubiła siebie, swoją kobiecość i role kobiece, które przyjdzie jej pełnić. Matka wpływa również na to, jak córka będzie przeżywała swoją kobiecość oraz jakie będzie miała relacje ze światem mężczyzn.
Matka nam wszystkim kojarzy się najczęściej z osobą ciepłą, pracowitą, opiekującą się słabszymi. Ale bywa też i tak, że nosimy w sobie inny obraz matki: krzykliwej i krytykującej. Zdarza się niekiedy, że ta osoba (matka) już nie żyje, a my ciągle nosimy w sobie jej głos i krytyczne słowa. Wtedy nieświadomie możemy realizować jej plan życia zamiast własnego. Pamiętam, jak do poradni przyszła osoba, której matka ciągle powtarzała, że niczego w życiu nie osiągnie. Przez wiele lat osoba ta borykała się z problemem zdania egzaminów na studia, a następnie z napisaniem pracy magisterskiej. Dotarcie do tego wewnętrznego głosu zajęło jej sporo czasu. Odnalazłszy go, mogła zacząć szukać tego, czego naprawdę pragnie.
Relacja matki i ojca z synem
Jest to relacja bardzo mocna (być może tak mocna jak duża jest różnica płci). Matka jest tą, która kocha bezwarunkowo i która zaspokaja wszystkie potrzeby. W 18. miesiącu życia mały chłopiec odczuwa chęć oddalenia się od matki i w jakiś przedziwny sposób zaczyna fascynować go ojciec. Nieobecność ojca w tym czasie lub jego psychiczna niedostępność może być przyczyną wielu problemów w wieku późniejszym. Chłopiec wychowany tylko przez matkę uczy się, jak dostosować swoje zachowanie do oczekiwań kobiet, a redukuje męskie zachowania, które nie odpowiadają kobietom. Traci w ten sposób jakiś męski aspekt osobowości. Może to wpływać na jego kontakty z innymi mężczyznami (brak męskich przyjaźni). Mały chłopiec potrzebuje silnego związku z ojcem, który da mu oparcie emocjonalne, aby ten mógł odejść od matki i uniezależnić się od niej. Chłopiec musi rozwinąć niezależność od matki, co nie dzieje się bez obawy o jej złość i bez lęku przed separacją. Chłopiec, czując złość do matki, może pójść do ojca i dać jej upust. Wtedy ojciec jest jakby buforem. Kiedy ojca nie ma, dziecko może wyładowywać tę złość przeciw matce - narażając się na jej złość - lub przeciw sobie. Ważną sprawą jest, aby dzieci miały kontakt z dorosłymi mężczyznami, nawet gdy kontakt z ojcem jest niemożliwy.
Ojciec jest ważną osobą w kształtowaniu się orientacji seksualnej dziecka. To ojciec wpływa na to, że chłopiec dorastając, będzie spostrzegł siebie jako mężczyznę. Da mu to poczucie tożsamości. Przejście od utożsamiania się z matką do męskiej tożsamości nie jest decyzją świadomą, dokonuje się to nieświadomie. Syn potrzebuje wtedy wsparcia ze strony ojca lub innego mężczyzny. Chłopiec jak gąbka chłonie męskie cechy swojego ojca, nie różnicuje, czy są dobre, czy złe.
Rola ojca w życiu dziewczynki
Dla dziewczynki ojciec jest zwiastunem męskiego świata. W pierwszych miesiącach życia dziecka ojciec rozbija symbiotyczny związek dziecka i matki. Później staje się osobą, która fascynuje, ale też stawia pierwsze wymagania. To on jest tym, który symbolizuje świat męski i pokazuje relacje, jakie łączą światy kobiet i mężczyzn. Jest też pierwszym mężczyzną, którym dziewczynka się interesuje. Dobrze się dzieje, gdy od ojca słyszy afirmację tego, że jest kobietą, gdy widzi, że relacja ojca do matki jest pełna miłości, akceptacji i szacunku; kiedy w oczach ojca widzi szacunek i uznanie, radość z tego, że jest kobietą. Sposób, w jaki nauczy się zdobywać jego zainteresowanie, stanie się jej głównym sposobem odnoszenia się do mężczyzn.
Podsumowując musimy stwierdzić, że to, jaki mamy stosunek do siebie, swojej kobiecości czy męskości, oraz nasze relacje z płcią przeciwną zależą od relacji z naszymi rodzicami, oraz ich wzajemnych odniesień. Generalną zasadą rozwoju jest: „nie mów, tylko pokaż". Dzieci uczą się postaw dorosłych, ich zachowań i przyzwyczajeń przez naśladowanie. Potem, dorastając, przenoszą te postawy na dorosłe życie.
Rodzice a obraz Boga
W naszej kulturze Bogu nadajemy płeć męską. Dzieje się tak, mimo iż - tak jak na obrazie Rembrandta „Powrót syna marnotrawnego" - Bóg Stwórca łączy w sobie pierwiastek kobiecy i męski. Biblia nie określa Jego płci, a równie często - w odniesieniu do Boga - używane są słowa odnoszące się zarówno do kobiety, jak i do mężczyzny. W języku polskim ma On jednak rodzaj męski. Dlatego relacja z ojcem ma kluczowe znaczenie dla obrazu Boga, jaki dziecko nosi w sobie. Ponieważ często cierpimy na brak dobrych relacji z ojcami, którzy są zagrażający bądź nieobecni, mamy też kłopot z Panem Bogiem. Matka, która kojarzy się z bezpieczeństwem, stanowi przeciwwagę dla surowego bądź „niewidzialnego" ojca. To być może jest podłożem tego, że chętniej - przynajmniej w Polsce - uciekamy się pod opiekę Maryi i przez Nią, Jej wstawiennictwo, prosimy Boga Ojca. Dziecko ma wrodzoną wiarę w „dobrego dawcę". Ma wręcz potrzebę Boga. Złe relacje nadwątlają tę podstawową ufność.
Rodzicielstwo jest wpisane w naszą naturę. Zostaliśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo - z darem tworzenia, odkrywania tego, co nowe i piękne. Tak jak Bóg - każdy jest powołany do bycia ojcem i/lub matką.
Po ponad 20 latach rodzicielstwa mam olbrzymią satysfakcję, gdy patrzę na tych, którym towarzyszyłam w rozwoju - moich dwóch synów, czy osób, którym służyłam pomocą jako terapeuta lub kierownik duchowy. Jestem za nich wdzięczna. Dziękuję za łaskę odkrywania ich, ale też poznawania siebie samej. Dzięki temu czasem mam poczucie, że Bóg stwarzając nas, podzielił się częścią siebie - i dał nam możliwość przekazania tego następnym pokoleniom.
Małgorzata Mierzwa-Hudzik


Uzdrawianie relacji. Wiesława Stefan
„Człowiek znajduje pełnię swego rozwoju, swą pełną realizację, niczym nie zastąpione bogactwo w rodzinie. Tutaj bardziej niż w jakiejkolwiek dziedzinie życia rozgrywa się naprawdę los człowieka".
Jan Paweł II
Uzdrawianie relacji w procesie wychowania w rodzinie to bardzo obszerny temat. W tym krótkim artykule przedstawię go, biorąc pod uwagę dwa wybrane aspekty, które wzajemnie się przenikają: tworzenie więzi i budowanie granic.
Tworzenie więzi i budowanie granic w pierwszych trzech latach życia dziecka
Zgadzam się z Henry Cloud'em, który pisze, że najgłębszą potrzebą człowieka jest przynależność, pozostawanie w relacji z drugą osobą, oraz posiadanie swojego duchowego i emocjonalnego „domu". Do tych najgłębszych potrzeb człowieka należy miłość. A miłość to więź międzyosobowa oparta na wzajemnej trosce i zaangażowaniu.
Zostaliśmy stworzeni, aby tworzyć więzi z innymi ludźmi, dając sobie bliskość, zaufanie i pomoc. Więzi międzyludzkie są podstawą każdej indywidualnej egzystencji. Jeśli tej podstawy brakuje, nie sposób tworzyć granic.
Granice określają człowieka i pomagają mu w życiu. Odpowiadają na pytanie: Co jest mną, a co już mną nie jest? Zdaniem H. Cloud'a i J. Towsend'a ...granice pokazują, gdzie kończę się ja, a zaczyna się ktoś inny. Pomagają one w budowaniu poczucia własnej wartości i odpowiedzialności w odniesieniu do samego siebie. Podstawą wolności człowieka jest świadomość tego, co jest mną, co posiadam jako siebie i za co jestem odpowiedzialny.
Pierwszych 5 miesięcy życia dziecka to czas zadzierzgnięcia więzi z rodzicami. Dziecko powinno doświadczyć, że jest kochane i bezpieczne. Jest to najczęściej zadanie matki, ale również ojciec może odegrać taką rolę. Ważna jest stałość opieki jednej osoby, najlepiej matki.
Zadzierzgnięcie więzi następuje wtedy, gdy matka wychodzi naprzeciw potrzebom dziecka - potrzebie bliskości, bycia trzymanym na rękach i przewijanym, bycia karmionym. Doświadczając własnych potrzeb i pozytywnej reakcji na nie ze strony matki, dziecko zaczyna kształtować w sobie emocjonalny obraz kochającej matki i stałej w miłości rodzicielki. Każde doświadczenie stałości matczynej miłości owocuje umacnianiem się u dziecka wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa.
Poprzez tę bliskość, czułość, bezpieczeństwo tworzy się pierwotne zaufanie do osoby, która zaspokaja potrzeby. Dziecko nie ma na tym etapie poczucia własnej odrębności w stosunku do matki. Stan, w jakim znajduje się dziecko, określany jest mianem symbiozy, swego rodzaju zanurzenia w bliskości z matką. Poprzez proces przywiązania powstaje więź symbiotyczna.
Zachowanie przywiązaniowe jest ogromnie ważne, ponieważ tworzy podstawę do różnicowania się dziecka od matki.
Nieprawidłowości procesu przywiązania związane z długotrwałym rozstaniem z matką mogą doprowadzić do przerwania więzi z matką i w odpowiedzi może się pojawić izolacja obronna. Dzieci, a później ludzie dorośli, mają w wyniku takiego doświadczenia skłonność do izolacji. Mówi się o nich „samotnik od urodzenia" lub „on (ona) zawsze wolał być sam". W dorosłym życiu tacy ludzie boją się określać granice, ryzykując utratę więzi.
Inną formą zaburzenia przywiązania, związaną z brakiem empatii ze strony matki, jest przywiązanie przez fałszywe ja. Taki człowiek może pozostawać w uciążliwej zależności od matki lub później od współmałżonka, zdając się na ich kaprysy, zaspokajając ich potrzeby, ponieważ jego prawdziwe ja się nie wyodrębniło. Taki człowiek często nie wie, kim jest, nie zna siebie, swoich potrzeb.
Od tego biernego zjednoczenia z matką dzieci przechodzą do następnego etapu; aktywnego zainteresowania się światem zewnętrznym. Umocniwszy się w poczuciu bezpieczeństwa i przynależności dzieci dają wyraz następnej ze swych potrzeb; potrzebie autonomii i niezależności. Następuje faza oddzielenia od matki, nazywana wylęganiem. Od 6 miesiąca następuje czas odkrywania, smakowania i odczuwania nowych rzeczy. Dziecko nadal jest zależne od matki, ale odchodzi od swego zanurzenia w bliskości.
Po oddzieleniu się od matki dziecko wchodzi w kolejną fazę; aktywnego zainteresowania światem zewnętrznym, zaczyna zdawać sobie sprawę z istnienia fascynującego świata i chce mieć w nim swój udział. W tej fazie ćwiczeń (od 10 miesiąca życia) dziecko rezygnuje z bezpieczeństwa na rzecz podniecenia i przygody. Rusza pędem w świat z poczuciem wszystko potrafię, byle tylko mieć w zasięgu wzroku mamę. Granice fizyczne pozwalają mu bezpiecznie uczyć się działania.
Tworzenie granic
Jest to również czas walki z rodzicami o władzę. Dziecko potrzebuje miłości matki i ojca, potrzebuje ich akceptacji, ale potrzebuje też wyraźnych i bezpiecznych granic gniazda. Potrzebuje "przytrzymania",(Przytrzymanie - mocne i zdecydowane przytrzymanie dziecka w ramionach bez złości i karcenia, nazywanie uczuć dziecka i wyrażanie słów miłości jesteś bardzo zezłoszczony, nie zostawię cię samego z tą złością, kocham cię i chcę ci pomóc, będę cię tulić tak długo aż ta złość „sobie pójdzie") które nie ma na celu podporządkowania sobie lub ubezwłasnowolnienia dziecka, lecz ma udzielić mu takiego wsparcia i miłości, które pozwolą mu na zbudowanie własnego, odrębnego ja. Dzieci uczą się, że śmiałość i inicjatywa są potrzebne i pożądane. Rodzice powinni wytyczyć dziecku sensowne granice, nie gasząc przy tym jego entuzjazmu.
Słowo nie to pierwsza werbalna granica, którą poznają dzieci. Umożliwia ona dziecku odcięcie się od tego, czego dziecko nie lubi, pozwala mu dokonywać wyborów, chroni je. Zadaniem rodziców jest stworzenie takich warunków, by dziecko mówiąc nie czuło się bezpiecznie. Dziecko powinno umieć nie tylko mówić nie, ale i przyjąć nie drugiego człowieka.
Jeśli te potrzeby dziecka nie zostaną zaspokojone, dziecko może zacząć podporządkowywać sobie otoczenie, tak jakby było wszechmocne. Wtedy o takim dziecku mówi się mały tyran.
Zdarza się również, że ta naturalna potrzeba poznawania świata i przemierzania go zostanie ogrodzona straszeniem: Nie idź tam, bo cię pan zabierze, zbije... Zły pies cię porwie. Ciekawość i ruchliwość dziecka zostanie zahamowana, a dziecko napełnione lękiem zacznie spostrzegać, już w wieku 2-4 lat, świat i ludzi przede wszystkim jako coś wrogiego, niebezpiecznego.
By dziecko potrafiło w bliższej i dalszej przyszłości tworzyć dobre relacje z ludźmi, potrzebuje zobaczyć, jak czynią to rodzice, trzymając je na rękach lub trzymając rękę dziecka w swojej i z radością pokazując pozytywne strony życia, otaczającego świata i spotykanych ludzi. Dziecko w tym wieku jest zawsze pod opieką dorosłych. Dopiero, gdy w poczuciu bezpieczeństwa i miłości pozna pozytywne strony życia, przychodzi czas, by pokazać negatywne.
Pierwsze trzy lata życia to szczególny okres w życiu każdego człowieka, szczególnie w rozwoju uczuć społecznych, a przede wszystkim uczuć przywiązania. Zaniedbania w tym zakresie mają duży wpływ na relacje międzyludzkie w przyszłości, na: otwartość na drugiego człowieka, umiejętność wchodzenia w głębokie relacje międzyludzkie (przyjaźń, miłość), umiejętność zaufania sobie i drugiemu człowiekowi, naturalną radość życia i dzielenie się nią z innymi.
Dlatego stała obecność matki przy dziecku w tym okresie życia i ojciec świadomy swojej roli w fazie wczesnego dzieciństwa są najlepszym posagiem na przyszłość.
Bardzo ważna jest też rola dziadków, którzy nie naciskają na szybki powrót córki czy synowej do pracy, ale wspierają młodych rodziców tak, by możliwa była jak najdłuższa obecność matki przy dziecku w ciągu tych 3 lat.
Miłość i granice idą ze sobą w parze na każdym etapie życia człowieka.
Szanowanie granic dziecka, troska o jego autentyczne potrzeby, a nie zachcianki, to nie jest propozycja bezstresowego wychowania. Rodzicom, którzy mówią: Dziecko wie najlepiej, czego potrzebuje, pani Jirina Prekop odpowiada: Dziecko czuje najlepiej czego potrzebuje, ale jeszcze tego nie wie. Jeśli wymaga się od niego takiej świadomości, stawia się mu wygórowane żądania. (...) Rodzice dają dziecku wolną wolę, kiedy ono potrzebuje bardziej poczucia bezpieczeństwa. Ustępują, by okazać mu swą miłość, podczas gdy ono potrzebuje ustalenia granic, aby w prawidłowy sposób móc rozwijać wolę.
Kochać to znaczy działać na rzecz dobra osoby, którą się kocha. Przed rodzicami czy opiekunami dziecka pojawia się zadanie rozpoznania, co jest tym dobrem. Jest nim przede wszystkim rozpoznanie i zaspokajanie podstawowych potrzeb dziecka. Brzmi to banalnie, ale nie jest takie proste, kiedy rodzice w dzieciństwie sami nie mieli zaspokojonych tych potrzeb.
Jedna z moich studentek, matka 5-letniego chłopca, „odkrywając" w trakcie zajęć, że dziecko potrzebuje, by mu okazywać miłość; mówić „kochani cię", tulić, kołysać w ramionach, rozmawiać, słuchać z uwagą, zaczęła to czynić. Pewnego razu, kiedy jej synek siedział jej na kolanach i tuląc się do mamy, serdecznie z nią rozmawiał, weszła babcia, która z oburzeniem powiedziała: Co ty wyprawiasz z tym dzieckiem, na kogo on wyrośnie? Na mięczaka, który nie poradzi sobie w życiu? Matka chłopca po raz pierwszy w życiu przeciwstawiła się swojej matce i powiedziała jej, że od kiedy okazuje swojemu synowi miłość, czułość, ma dla niego czas i jego zbiornik emocjonalny jest napełniony, syn stał się „grzeczniejszy", słucha jej poleceń czy próśb, jest chętny do pomocy, a ona nie musi krzyczeć. I musi się bardzo starać, by zrezygnować z podniesionego tonu, który do niedawna był regułą w próbach komunikacji z synem.
Kiedy dziecko doświadcza zaniedbania (nie otrzymuje miłości, wsparcia, zrozumienia...) i przemocy, również słownej, która jest szczególnie niszcząca, konsekwencją takich doświadczeń jest niskie poczucie własnej wartości, nieumiejętność zadbania o siebie, swoje granice, nieumiejętność zaprotestowania lub po prostu ucieczki przed lub od osoby, która je krzywdzi i zwrócenie się o pomoc. Niestety, takie dzieci, a potem dorośli, będą woleli raniący kontakt niż żaden, ponieważ dla dziecka nie ma nic gorszego niż bycie ignorowanym.
Takie dzieci w domu i poza domem nieświadomie prowokują sytuacje typu: No, uderz mnie, no, szturchnij mnie. A kolega czy koleżanka zapytani: Dlaczego go bijesz? Odpowiadają: Bo on (ona) sam się o to prosi.
Jakże słuszne jest powiedzenie, iż ludzie rozwijają się i rosną na glebie akceptacji. Każdy człowiek potrzebuje drugiego człowieka, dzięki któremu zobaczy swoje pozytywne strony, a nie tylko negatywne. J. Powell w jednej ze swych książek pisze, iż statystycznie dziecko do 5 roku życia dziennie otrzymuje 431 negatywnych informacji na swój temat. To bardzo trudna sytuacja dla dziecka, ale i dla dorosłych. Kiedy proponuję rodzicom, gdy rozmawiam z nimi o problemach wychowawczych ich dzieci, by starali się powiedzieć swoim dzieciom trzy pozytywne rzeczy dziennie, słyszę upewnienie, pytanie: Dziennie? Może na początek trzy razy w tygodniu? Kiedy rodzice, czy nauczyciele podejmują to zadanie, ze zdziwieniem stwierdzają, że ich relacje z dziećmi się poprawiają, dzieci wykazują większą gotowość do współpracy. Mój tato, moja mama wierzy we mnie, mówi, że potrafię. Działa to jak samospełniająca się przepowiednia.
Dzieci potrzebują prowadzenia po trudnej ścieżce osobistego rozwoju, potrzebują autorytetu. Jeśli dziecko miało możliwość doświadczenia pełnego miłości, ochraniającego i kierującego autorytetu2, to nawet jeśli nie był on w pełni zrozumiały, łatwiej mu będzie w przyszłości uznać inne autorytety, nawet gdy będą one nieprzyjemne, np. zasady ortografii czy regulamin szkolny. Słusznie J. Prekop zauważa, że właśnie tu, w ramionach rodziców, rodzi się wiara w wyższe zasady, jak i gotowość zaufania im.
Trudny okres dorastania
Kolejny etap rozwojowy, na który chciałabym zwrócić uwagę, to okres dorastania. Jest on swego rodzaju „powtórką" pierwszych lat życia dziecka. Dzieci, których potrzeby były zaspokajane, a granice prawidłowo budowane, w mniejszym stopniu, bądź wcale nie doświadczają zagubienia, mniej bolesne (aczkolwiek nie całkiem bezbolesne) jest ich dorastanie.
Kiedy rodzice szukają pomocy w poradni, bo rozwydrzony nastolatek sprawia duże kłopoty, pytam rodziców, jak przebiegały pierwsze trzy lata życia syna lub córki. Z reguły ujawnia się wiele zaniedbań: nieobecność rodziców, przypadkowe opiekunki, często wielość opiekunów. Wielu rodziców nie pamięta, jaki był ich 2-3 latek.
Dzieci wchodząc w trudny dla nich samych i rodziców okres dorastania, zaczynają się buntować, spierać z rodzicami. Chcą samodzielności i niezależności. Domagają się swoich praw, zapominając o obowiązkach. A jednocześnie nieświadomie szukają wsparcia w kimś silnym. Potrzebują przyjacielskiego dorosłego, z którym mogą bezpiecznie (nie narażając się na krytykę czy odrzucenie) spierać się i dyskutować. Potrzebują zrozumienia, cierpliwości, ale jednocześnie przekonania, że rodzic czy wychowawca wie, czego chce i wie, dokąd zmierza. Daje im to poczucie bezpieczeństwa i pozwala czuć szacunek do rodziców, chociaż czasami nie potrafią tego okazać.
Tak bym chciał, by moi rodzice wyraźnie powiedzieli, czego ode mnie oczekują i byli konsekwentni w tym, co powiedzieli (chłopak, 13 lat).
Jak byłam mała, to wiedziałam, że tato mnie kocha, a teraz to tylko się czepia, że bałagan w pokoju, że za mato się uczę, że za dużo czasu spędzam przed lustrem (dziewczyna, 14 lat).
Obie te wypowiedzi pokazują, że młodzież w okresie dorastania również potrzebuje, by okazywać im miłość i stawiać granice.
Wytyczanie granic jest procesem, w którym rodzice uczą swoje dzieci obowiązujących norm i oczekiwanych zachowań, gdyż naturalne jest, że pewne normy i zasady obowiązują w rodzinie, społeczeństwie i kulturze.
Rozwijanie granic już u małych dzieci to zbawienna profilaktyka. Jeśli nauczymy nasze dziecko odpowiedzialności, ustanawiając ograniczenia i kształtując postawę cierpliwości w oczekiwaniu na spełnienie pragnień, oszczędzimy mu wielu problemów w dorosłym życiu.
Trzeba pomóc dziecku rozpoznawać własne potrzeby, inaczej bowiem może ono w przyszłości być nieszczęśliwym człowiekiem, próbując zaspokajać potrzeby innych ludzi i czując się być może za nie odpowiedzialny.
Możemy pomóc naszemu dziecku:
- Pozwalając mu mówić o swoim gniewie.
- Pozwalając mu okazywać żal i smutek i nie próbując mu wmówić, że są nieuzasadnione.
- Zachęcając dziecko do zadawania pytań.
- Pytając, co czuje, gdy zobaczysz, że jest wyizolowane i zestresowane.
- Z jednej strony będąc konsekwentnym i twardym, a z drugiej na tyle elastycznym, by wraz z rozwojem dziecka zmieniać granice.
- Pozwalając odczuć swojemu dziecku konsekwencje swoich czynów.
- Rozmawiając ze swoim dzieckiem i opowiadając mu o skutkach takiego czy innego zachowania.
- Szanując nie swojego dziecka i nie odbierając mu poczucia miłości i akceptacji, gdy wyraża ono swój sprzeciw.
- Budując i pielęgnując więź z twoim dzieckiem, okazując mu uczucia i rozmawiając z nim. Twój syn, twoja córka będzie szanowała granice, jeśli będzie wzrastała w poczuciu akceptacji, bezpieczeństwa i bliskości obojga rodziców.
- Będąc konsekwentnym w swoim postępowaniu; niech twoje słowa będą zgodne z twoim postępowaniem.
Dzieci chcą i potrzebują miłości i granic. One zaspokajają ich potrzeby. Chcą wiedzieć, jakie są ich relacje z innymi ludźmi oraz oceniać rosnące z czasem swoje zdolności i umiejętności. Okazywana miłość i budowane granice pozwalają im lepiej rozumieć siebie i innych ludzi.
Wieslawa Stefan
Wiesława Stefan, wykładowca w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego, terapeutka, autorka publikacji poświęconych zagadnieniom życia małżeńskiego i rodzinnego. Współpracuje z CFD w Krakowie.


Spis treści
Od Redakcji
Amedeo Cencini FdCC
Etapy w procesie wychowania » 10
ks. Marek Dziewiecki
Emocje a wychowanie » 21
Mieczysław Kożuch SJ
Kierownictwo duchowe i wychowanie religijne » 32
Bogusław Szpakowski SAC
Duchowość terapeuty » 45
Małgorzata Mierzwa-Hudzik
Każdy będzie rodzicem.
O roli rodziców w rozwoju dziecka » 55
Wiesława Stefan
Uzdrawianie relacji » 62
Kinga Gierula
„Nadzieja" dla uzależnionych » 71
Rozmowa z Amedeo Cencinim FdCC
O kryzysie powołania » 79
Rozmowa ze Stanislawem Morgallą SJ
Realizm w wychowywaniu » 89
Rozmowa z ks. Alessandro Pronzato
Chrześcijaństwo, które zadaje pytania » 98
Andrzej Ruszała OCD
Kontemplacja i ciemna noc w modlitwie » 108
ks. Alessandro Pronzato odpowiada na pytania » 124
Zofia
Przemiana mojego życia w cieple Bożej miłości » 130
Piotr Podlecki
Im bliżej jestem Boga, tym bliżej jestem dzieci » 136
ks. Mirosław Cholewa
Czy czasopismo może wychowywać? » 139
Anna Gatecka
Ta poezja rodzi wiarę... » 144
s. Joachima Górna CSDP
„Dla mnie żyć - to Chrystus".
Droga do prawdziwego życia » 149


Centrum Formacji Duchowej
Centrum Formacji Duchowej w Krakowie jest prowadzone przez zgromadzenie zakonne salwatorianów. Wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniu formowania grup wiernych, w których więcej uwagi poświęca się poszczególnym osobom, ich indywidualności.
Centrum zostało powołane do życia po to, żeby towarzyszyć osobom duchownym i świeckim w poszukiwaniu głębszego doświadczenia wiary i integralnego rozwoju: psychicznego i duchowego.
Centrum współpracuje z cenionymi formatorami rożnych szkół i ośrodków życia duchowego, którzy dzielą się swoim osobistym doświadczeniem wiary, swoją wiedzą teologiczną, pedagogiczną i psychologiczną.
Program formacyjny Centrum uwzględnia wielorakie oczekiwania osób duchownych i świeckich. Przewiduje on między innymi:
Szkołę Modlitwy Słowem Bożym
Szkołę Kierownictwa Duchowego
Szkołę Biblijną
> Ćwiczenia Ignacjańskie
> Rekolekcje Lectio divina

> Dwuletnią Szkołę Wychowawców w Seminariach Diecezjalnych i Zakonnych
> Dwuletnią Szkołę Formatorek Zakonnych
> Edycję czasopisma „Zeszyty Formacji Duchowej".
Szczegółowe informacje można uzyskać, pisząc na adres:
Centrum Formacji Duchowej
ul. św. Jacka 16; 30-364 Kraków tel. (0-12) 269 23 97, tel./fax (0-12) 254 60 60
e-mail: cfd@salwatorianie.pl www.cfd.salwatorianie.pl
prenumeraty Zeszytów
W ciągu roku ukazują się trzy numery „Zeszytów" (w tym numer specjalny -Notatnik Ćwiczeń Duchowych)
Cena detaliczna jednego egzemplarza poza prenumeratą - 8,50 zł
arunki prenumeraty na rok 2(
PRENUMERATA KRAJOWA
Cena jednego egzemplarza - 7,50 /l; Cena roczna (trzy numery) - 22,50 zł.
Dla nabywających większą ilość egzemplarzy przewidziane są zniżki od ceny detalicznej:
5-9 egz. zniżka 5%
10-19 egz. zniżka 10%
20 i więcej egz. zniżka 15%
Koszty przesyłki w prenumeracie pokrywa Wydawca.
PRENUMERATA ZAGRANICZNA
Koszt jednego egzemplarza: Europa - 5 USD, poza Europą - 7 USD lub równowartość w innej walucie, także w złotówkach. Koszty przesyłki w prenumeracie pokrywa Wydawca. Będziemy wdzięczni za wszelką dodatkową ofiarę przesłaną na Fu
Wspierania Zeszytów.
należy dokonywać na blankiecie przekazu bankowego, podając zamawiane numery „Zeszytów" i liczbę egzemplarzy, na konto:
Salwatorianie
Centrum Formacji Duchowej
ul. św. Jacka 16; 30-364 KRAKÓW
PKO BP II/O Kraków PL 96 1020 2906 0000 1202 0014 1341
Adres Redakcji:
„Zeszyty Formacji DucKowej"
ul. św. Jacka 16, 30-364 Kraków
tel. (0-12) 269 23 97; tel./fax (0-12) 254 60 60
zeszyty@salwatorianie.pl; www.cfd.salwatorianie.pl
REDAKCJA ks. Bogdan Giemza SDS
ks. Józef Pyrek SDS
ks. Piotr Stawarz SDS (sekretarz redakcji) ks. Krzysztof Wons SDS (redaktor naczelny)
PROJEKT OKŁADKI ks. Albert Poloczek SDS
KOREKTA Wydawnictwo SALWATOR
Adres Redakcji:
Zeszyty Formacji Duchowej
ul. św. Jacka 16, 30-364 Kraków
tel. (0-12) 269 23 97; fax (0-12) 269 23 87
e-mail: zeszyty@salwatorianie.pl
http://www.cfd.salwatorianie.pl
SKŁAD i ŁAMANIE Wydawnictwo SALWATOR
Za pozwoleniem władzy zakonnej ISSN 1426-8515
© Copyright by
2004 Wydawnictwo SALWATOR
ul. św. Jacka 16, 30-364 Kraków
www.salwator.com
Drukarnia Narodowa S.A.
Kraków, ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 19
tel.: 4222895

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz