Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Augustyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Augustyn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 listopada 2010

Zmęczeni i wypaleni - co dalej? ŻYCIE DUCHOWE • ZIMA 57/2009, Duchowa oschłość Matki Teresy, O. Józef Augustyn

 
Posted by Picasa

ŻYCIE DUCHOWE -ZIMA 57/2009
Zmęczeni i wypaleni - co dalej

STANISŁAW MORGALLA SJ Wypalenie - palący znak czasu?
TOMASZ KOT SJ O zmęczeniu, które chroni człowieczeństwo
KS. JÓZEF NAUMOWICZ Odpocznienie w Bogu u Ojców pustyni
JÓZEF AUGUSTYN SJ Duchowa oschłość Matki Teresy
KS. ALFONS J. SKOWRONEK Krótki esej o stresie
PAWEŁ KOSIŃSKI SJ Jezus trudzący się dla człowieka
JACEK PRUSAK SJ Problemy emocjonalne osób duchownych
JAKUB KOŁACZ SJ Sukces, który zabija
ZOFIA ZARĘBIANKA Słuchać i rozumieć
WALTER HILTON Traktat dla pobożnego człowieka
ANDRZEJ KOŁACZKOWSKI-BOCHENEK Nie idź tam, człowieku
Duchowość Ćwiczeń
KRZYSZTOF DYREK SJ O pokusach i skrupułach u św. Ignacego Loyoli
modlitwa i życie
BENEDYKT XVI Kontemplując Świętą Hostię
KARD. STANISŁAW DZIWISZ Serce Jezusa
JÓZEF BREMER SJ Modlitwa Serena Kierkegaarda
RYSZARD KEMPIAK SDB Poznać, kim jest Jezus
misyjne drogi Kościoła
TADEUSZ GIENIEC CSSR Misje ludowe w Boliwii
Rozmowy duchowe
Dziurawy but enkawudzisty Rozmowa z Ryszardem Kaczorowskim
Miłość i służba Rozmowa ze Stanisławem Pomykała SJ
Jeszcze wiele mam do zaśpiewania Rozmowa z Krzysztofem Krawczykiem
O sztuce spowiadania Rozmowa z Elżbietą Sujak i Józefem Augustynem S J
Świadectwa
MAREK SKWARNICKI Stanisław Musiał SJ - mój przyjaciel
MARIA RAFAELA OD ŚW. JÓZEFA OCD Z Syberii do Karmelu
Słowo, odraz, czyn
MONIKA SKARŻYŃSKA Kaplica Sykstyńska
ANNA WOŹNIAKOWSKA Siedem bram Jerozolimy Pendereckiego
PRZEMYSŁAW TOBOŁA Razem, ale osobno
Lektury
ogłoszenia


ŻYCIE DUCHOWE • ZIMA 57/2009
Józef Augustyn S J, Duchowa oschłość Matki Teresy
„Jeśli kiedykolwiek będę Świętą
- na pewno będę Świętą od «ciemności».
Będę ciągle nieobecna w Niebie
- aby zapalać światło tym,
którzy są w ciemności na ziemi".
(Matka Teresa z Kalkuty)
-
Bł. Matka Teresa z Kalkuty była niekwestionowaną świętą dla wszystkich: dla ubogich i bezdomnych, prostych ludzi z ulicy, hierarchów kościelnych, a także - o co może najtrudniej - dla możnych tego świata, którzy zazwyczaj nie interesują się specjalnie działalnością Kościoła. Przez całe dziesięciolecia należała do znanych i cenionych postaci. Wielu mówiło o niej jako o najbardziej wpływowej kobiecie XX wieku. „Jaśniała niczym gwiazda na tle ciemnej, szpecącej rzeczywistości naszych czasów. Jej miłość do wszystkich dzieci Bożych - bez względu na ich kolor skóry czy wiarę - kruszyła mury dzielące ludzkość. Zakonnica odmieniała każde życie, które dotknęła. «Opaszemy świat łańcuchem miłości» - mówiła swoim siostrom" 1. Wielcy tego świata wyrażali swój podziw dla niej, przyznając jej prestiżowe nagrody i wyróżnienia, wśród nich Pokojową Nagrodę Nobla (1979 rok). „Skromnym polskim akcentem było uhonorowanie Matki Teresy Nagrodą św. Brata Alberta oraz udekorowanie jej Krzyżem Komandorskim św. Brygidy"2. Ona sama nie przywiązywała jednak wielkiej wagi do medali, nagród i odznaczeń. Trzymała je w tekturowym pudełku w swojej skromnej zakonnej celi.
Wielkie dzieło
Matka Teresa, która kilkakrotnie odwiedziła Polskę i tu założyła jeden z nowicjatów Zgromadzenia Misjonarek Miłości, wpisała się głęboko w świadomość także Polaków, szczególnie ludzi młodych. Wystarczy wspomnieć, że w 2002 roku polscy gimnazjaliści, tworząc „Złotą Listę Autorytetów", obok Jana Pawła II umieścili na niej właśnie Matkę Teresę3.
Ostatni raz Święta z Kalkuty gościła w naszym kraju dwa lata przed swoją śmiercią, w czerwcu 1995 roku. Była wówczas między innymi gościem Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Opowiedziała alumnom o Zgromadzeniu Misjonarek Miłości, dając piękne świadectwo miłości do Jezusa i ubogich: „W tej chwili jesteśmy w stu dwudziestu sześciu krajach, mamy pięćset pięćdziesiąt pięć domów dla ubogich, «tabernakulów». W naszym zgromadzeniu mamy siostry czynne i kontemplacyjne, braci czynnych i kontemplacyjnych. [...] Celem zgromadzenia jest zaspokojenie Pana Jezusa Ukrzyżowanego w Jego miłości do dusz ludzkich poprzez pracę nad zbawieniem i uświęceniem najbiedniejszych z biednych. [...] Mamy domy dla umierających, dla niechcianych, dla umysłowo i fizycznie chorych, dla tych, którzy są wyrzuceni na margines społeczny. Mamy także centrum rehabilitacyjne dla trędowatych. [...] Wszystkim świadczymy czułą miłość. Aby móc wykonać tę pracę, potrzebujemy głębokiego życia modlitwy i ofiary. [...] Mamy w tej chwili sześć nowicjatów. Jeden w Kalkucie, jeden w Rzymie, jeden w Polsce, jeden na Filipinach, jeden w Ameryce i jeden w Nairobi w Afryce4. Wszystkie nowicjaty są pełne. Jest to coś pięknego, jak bardzo Pan Bóg kocha biednych, dając dużo powołań". Opowiadając o pracy zgromadzenia, Matka Teresa podkreśliła całkowitą bezinteresowność zaangażowania Misjonarek Miłości na rzecz ubogich: „Nie otrzymujemy żadnego wynagrodzenia od rządu ani od Kościoła za pracę, którą wykonujemy. Jesteśmy tak jak ptaki i kwiaty Boże, które zależą zupełnie od Bożej Opatrzności. Jest to coś wspaniałego, jak bardzo Boża Opatrzność przychodzi w danym momencie z pomocą. [...] Codziennie modlimy się cztery godziny. Takim wspaniałym darem Pana Boga dla nas jest nasza codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu"5.
Matkę Teresę postrzegano przede wszystkim jako kobietę wielkiego sukcesu. Energiczna, stanowcza, w sprawach zasadniczych nieugięta, była jednak zawsze uśmiechnięta i pełna życzliwości dla wszystkich, szczególnie dla ubogich. Choć zapracowana, pozostawała bardzo spokojna i robiła wrażenia, jakby miała czas dla każdego, kto potrzebuje jej pomocy. Stąd też ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich stały się jej niepublikowane za życia osobiste teksty, w których święta uskarżała się na swoje wielkie wątpliwości duchowe, niezdolność do modlitwy, wewnętrzną oschłość i ciemności wiary. Jakaż gehenna duszy musiała podyktować jej słowa: „Niebo nic nie znaczy, dla mnie wygląda jakby było puste. Chciałabym być nikim, nawet dla Boga"6.
U mnie w duszy ciemno
Aby zrozumieć pełniej ciemności duszy Matki Teresy oraz wewnętrzne udręki, które się z nią wiązały, przytoczmy fragmenty jej listów pisanych do kierowników duchowych oraz innych osób, którym w sekrecie powierzała stan swojej duszy. W ten sposób szukała nie tyle ukojenia i pociechy, ile raczej światła i duchowego wsparcia.
„Proszę o modlitwę — bo wszystko we mnie jest ścięte lodem. — Tylko ta ślepa wiara pomaga mi przetrwać, bo w rzeczywistości wszystko jest dla mnie ciemnością. Najważniejsze jest, aby naszemu Panu przypadła cała radość —ja naprawdę się nie liczę" (Pisma, s. 223).
„Chcę powiedzieć coś Waszej Eminencji - ale nie wiem, jak to wyrazić. Gorąco pragnę - pełnym bólu pragnieniem bycia wszystkim dla Boga - być świętą w taki sposób, żeby Jezus mógł w pełni żyć swoim życiem we mnie. Im bardziej ja chcę Jego — tym mniej sama jestem chciana. — Chcę kochać Go tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie byłam kochana - a mimo to trwa we mnie głębokie uczucie oddzielenia od Niego — ta straszna pustka, to poczucie nieobecności Boga. [...] Nie uskarżam się - chcę tylko przez cały czas iść razem z Chrystusem" (Pisma, s. 225).
„Bardzo proszę o modlitwę, żeby Bóg zechciał zabrać z mojej duszy tę ciemność chociaż na kilka dni. Bo czasami agonia tej udręki jest tak wielka, a jednocześnie tęsknota za Nieobecnym tak głęboka, że jedyną modlitwą, jaką jeszcze mogę wypowiadać, są słowa — Najświętsze Serca Jezusa, ufam Tobie - będę zaspokajać Twoje pragnienie dusz" (Pisma, s. 226).
„W mojej duszy tak wiele jest sprzeczności. - Tak dominująca tęsknota za Bogiem - tak dojmująca, że bolesna - nieustanne cierpienie - a mimo to jestem przez Boga niechciana - odrzucona - pusta - bez wiary - bez miłości bez zapału. - Dusze mnie nie pociągają. - Niebo nic nie znaczy - dla mnie wygląda jak puste miejsce — myśl o nim nic dla mnie nie znaczy, a mimo to ta dręcząca tęsknota za Bogiem. - Bardzo proszę o modlitwę, żebym wciąż się do Niego uśmiechała mimo wszystko. Bo jestem tylko Jego -więc On ma wszelkie prawa do mnie. Jestem całkowicie szczęśliwa, że jestem nikim nawet dla Boga" (Pisma, s. 232-233).
„Proszę Waszą Eminencję o modlitwę, żebym miała odwagę, by wciąż się uśmiechać do Jezusa. — Trochę rozumiem męki piekielne — bez Boga. Brakuje mi słów, by wyrazić to, co chcę powiedzieć, ale w miniony Pierwszy Piątek - świadomie ofiarowałam się Najświętszemu Sercu, że przetrwam nawet wieczność w tym straszliwym cierpieniu, jeżeli to da Mu teraz trochę więcej radości — albo miłość choćby jednej duszy. Chcę o tym porozmawiać, a mimo to się nie udaje - nie znajduję słów, by wyrazić głębię tej ciemności. Mimo tego wszystkiego jestem Jego maleńką- i kocham Go - nie za to, co daje, ale za to, co zabiera" (Pisma, s. 236).
„Bardzo proszę o modlitwę - tęsknota za Bogiem jest strasznie bolesna, a mimo to ciemność staje się coraz większa. Cóż za sprzeczność mam w duszy. - Ból, jaki mam w sobie, jest tak wielki - że naprawdę cały ten rozgłos i ludzkie gadanie nie wywołują we mnie żadnych odczuć. Niech Wasza Eminencja prosi Matkę Bożą, żeby była mi Matką w tych ciemnościach" (Pisma, s. 238).
„U mnie w duszy - nie potrafię Ojcu powiedzieć -jak tam ciemno, jak pełno bólu, jak strasznie. - Moje uczucia są takie zdradliwe. - Czuję, jakbym «odmawiała Bogu», a jednak największa i najtrudniejsza do zniesienia -jest ta straszliwa tęsknota za Bogiem. -Proszę o modlitwę, żebym na rozmowę z Ojcem. - Po prostu bardzo pragnę porozmawiać - i zdaje się, że tę zdolność On także mi zabrał. - Nie będę się uskarżać. - Przyjmuję Jego świętą Wolę tak, jak do mnie przychodzi" (Pisma, s. 333).
„Chciałam porozmawiać z Ojcem w Bombaju - ale nawet nie próbowałam nic zrobić, żeby to umożliwić. — Jeżeli piekło istnieje — to musi to być to. Jak strasznie jest być bez Boga - nie ma modlitwy - nie ma wiary - nie ma miłości. - Jedyne, co wciąż pozostaje — to przekonanie, że dzieło jest Jego - że Siostry i Bracia są Jego. -1 uparcie się tego trzymam, jak tonący, który nie ma niczego innego, chwyta się brzytwy. - A jednak, Ojcze - mimo tego wszystkiego - chcę być Mu wierna - zużywać się dla Niego, kochać Go nie za to, co daje, ale za to, co zabiera - być do Jego dyspozycji. - Nie proszę Go, by zmienił swoje postępowanie wobec mnie czy swoje plany wobec mnie. - Proszę Go tylko, aby się mną posługiwał" (Pisma, s. 339).
„Niech mi Ojciec wybaczy, że prosiłam Ojca o przyjazd, a potem nic Ojcu nie powiedziałam. - To Ojcu pokazuje, jak strasznie pusta jest moja dusza. [...] Wiem, że to tylko uczucia -bo moja wola jest nierozerwalnie związana z Jezusem, a zatem z Siostrami i Ubogimi" (Pisma, s. 348-349).
„Obojętność" Boga - tęsknota Matki Teresy
Czytając i medytując niezwykłe wyznania duchowe Matki Teresy, uderza przede wszystkim jej wielka samotność. Czuje głęboką potrzebę podzielenia się swoim ciężarem z osobami zaufanymi, a mimo to nie znajduje słów, aby opisać swój stan wewnętrzny. Choć zaskakuje bogactwo używanych obrazów i pojęć, to jednak jest ono wyrazem bezradności języka Matki Teresy. Opowiadając, dobrze wie, że nie jest w stanie wyrazić do końca tego wszystko, czego doświadcza. Wszystkie słowa pocieszenia i wszelkie rady, jakie dawali jej najbardziej wytrawni kierownicy duchowi, przyjmowała ze zrozumieniem i wdzięcznością, jednak nie przynosiły jej one większej wewnętrznej ulgi, ponieważ „dziwnie" do niej nie pasowały.
Matka Teresa czuje się głęboko upokorzona przeżywanymi stanami duszy i zawsze — ilekroć mówi lub pisze o swoich wewnętrznych ciemnościach —jest skrępowana, zawstydzona i onieśmielona. Po wielu latach życia w tym stanie, gdy nabrała już pewnego dystansu do swych wewnętrznych doświadczeń, będzie błagała kierowników duchowych, by zniszczyli jej listy. „Ojciec [Van Exem] ma wiele listów, jakie do niego pisałam. [...] Proszę, czy mogłabym je dostać - bo były jedynie wyrazem mojej duszy w tamtym czasie. Chciałabym spalić wszystkie papiery, które ujawniają cokolwiek na mójnie okazała się Judaszem dla Jezusa w tej pełnej bólu ciemności. Czekałam temat. - Proszę, Waszą Eminencję, błagam Waszą Eminencję, by zechciał Wasza Eminencja spełnić to moje pragnienie" (Pisma, s. 15).
Ciemności duszy i oschłości wewnętrzne Matki Teresy nie dotykają jednak jej woli i miłości do Jezusa. Z jednej strony doświadcza chłodu, obojętności, obcość Boga i Jego miłości, ale z drugiej —wielkiej tęsknoty za Nim i gorącego pragnienia bezwarunkowego powierzenia się Mu i Jego miłości. Ból wewnętrzny, który porównuje do doświadczenia piekła, rodził się właśnie z owego zderzenia: odczucia „zimna" i „chłodu" Boga z doświadczeniem żaru swego serca; obojętności ze strony Pana z jej nieukojoną tęsknotą za Nim; odczucia całkowitego milczenia Boga z j ej żarliwą deklaracją miłości; doświadczenia nieobecności Boga z jej nieustanną modlitwą i „przytomnością" wobec Pana. Ta właśnie przepaść między brakiem odczucia obecności Boga a j ej tęsknotą za Nim stała się otchłanią, piekłem Matki Teresy.
Doświadczenie bycia porzuconą przez Boga i ból wewnętrzny nie oddalały jej od Niego. Wręcz przeciwnie. Nieustannie w szczerych rachunkach sumienia, w spowiedziach, w rozmowach z kierownikami duchowymi pytała siebie, czy ona sama nie jest przyczyną tych stanów. Mając świadomość bezinteresowności swojej służby dla Boga i ludzi oraz czystości sumienia, w chwilach cierpienia w bezradny sposób powierzała się Bogu, deklarując kolejny raz całkowitą przynależność tylko do Niego. Im bardziej czuła się wewnętrznie osamotniona, porzucona i niechciana przez Boga, tym głębiej doświadczała tęsknoty za Panem i pragnienia miłowania Go.
Apostolski wymiar ciemności duszy
Choć bardzo trudno było przyjąć Matce Teresie bolesny stan swej duszy, choć wbrew nadziei szukała pocieszenia i ukojenia, to jednak przeczuwała sens swego bezmiernego cierpienia. W ten sposób Jezus zapraszał ją do uczestnictwa w Jego wyrzeczeniu się wszystkiego, całkowitym oddaniu się do dyspozycji Ojcu oraz „tajemniczej" tęsknocie za Nim. Jak Jezusowe doświadczenie opuszczenia Go przez Ojca było dźwiganiem udręki, cierpienia i nieprawości całej ludzkości, tak Matka Teresa dźwigała te same udręki, cierpienia i nieprawości swoich ubogich. To dzięki osobistemu cierpieniu rozumiała ich i współczuła im jak nikt inny. Po opublikowaniu prywatnych listów Matki Teresy, poprzez które uczyniła i nas świadkami swej bolesnej tajemnicy, rozumiemy lepiej źródło niezwykłej skuteczności jej posługi i dynamizmu jej apostolskiego dzieła.

Matka Teresa była świadoma, że założone przez nią zgromadzenie miało początek w prywatnym ślubie, jaki złożyła w 1942 roku, aby „Bogu nie odmawiać niczego". Swojemu kierownikowi duchowemu pisała, że chciała w ten sposób dać Panu „coś bardzo pięknego" i „bez zastrzeżeń". „Oddanie się Bogu w pełni jest sposobem, aby przyjąć Go samego. Ja dla Boga, a Bóg dla mnie. Żyję dla Boga i rezygnuję ze swojego «ja», i w ten sposób sprawiam, że za mnie żyje Bóg" (Pisma, s. 48-49). Kiedy cztery lata później, 10 września 1946 roku, jadąc pociągiem z Kalkuty do Dardżylingu nawiedziła ją myśl, aby porzucić wszystko i pójść służyć najbiedniejszym z biednych w slumsach, Matka Teresa nie miała wątpliwości, że było to pragnienie Jezusa - Jego wola. Był to -jak sama powie - Dzień Natchnienia (por. Pisma, s. 47-53).
W regułach zgromadzenia Matka Teresa określa jego najważniejsze cele: „Celem ogólnym Misjonarek Miłości jest zaspokajanie pragnienia Jezusa Chrystusa na Krzyżu, pragnienia miłości i dusz". Święta z Kalkuty przypomni o tym swoim siostrom w liście do całego zgromadzenia: „Wszystko u Misjonarek Miłości istnieje tylko po to, by zaspokoić pragnienie Jezusa. Jego słowo: «Pragnę», na ścianach każdej kaplicy Misjonarek Miłości, nie pochodzi tylko z przeszłości, ale jest żywe tu i teraz, wypowiedziane do Was. Wierzycie w to? [...] Dlaczego Jezus mówi: «Pragnę»? Co to znaczy? To «coś», co tak trudno wyjaśnić słowami. «Pragnę» - to znacznie głębsze słowo niż gdyby Jezus powiedział po prostu: «Kocham Was». Dopóki nie będziecie wiedziały, i to w bardzo osobisty sposób, że Jezus Was pragnie -nie będziecie w stanie poznać tego, kim On chce dla Was być" (25 III 1993).
Do rangi symbolu urastają okoliczności śmierci Matki Teresy. Kiedy umierała 5 września 1997 roku w późnych godzinach wieczornych, otoczona miłością i życzliwością swoich sióstr, nagle na skutek awarii prądu cała Kalkuta pogrążyła się w ciemnościach. Tak odeszła do Pana ta, która choć sama przeżywała dręczące ją nocne ciemności duszy, „przyniosła całemu światu tak wiele światła" (por. Pisma, s. 447).
Józef Augustyn S J (ur. 1950), rekolekcjonista, kierownik duchowy, profesor Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum" w Krakowie. Ostatnio opublikował: Przewodnik po ojcostwie; Przewodnik po przyjaźni', Przewodnik po rozterkach młodości.

1 (E. Murray Stone, Błogosławiona Matka Teresa. Życie w miłości, Kraków 2003, s. 116.).
2 S. Zalewski, Od tłumacza, [w:] Matka Teresa z Kalkuty, Myśli, Warszawa 2001,
s. 13.
3 Por. P. Zuchniewicz, Matka Teresa z Kalkuty, Kraków 2002, s. 5.
4 Według danych z 2004 roku do Zgromadzenia Misjonarek Miłości należy ponad 5 tysięcy sióstr, które pracują w 130 krajach świata. Zgromadzenie posiada około 740 domów, między innymi: 116 w Europie, 80 w Azji, 94 w Afryce, 166 w Ameryce Północnej i Południowej oraz 25 w Oceanii. Nowicjaty zgromadzenia znajdują się w: Indiach, Polsce (w Zaborowie), Afryce, Ameryce i na Filipinach.
5 Z przemówienia Matki Teresy na spotkaniu z alumnami Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, l czerwca 1995 roku.
6 Por. Matka Teresa z Kalkuty, Pójdź, bądź moim światłem. Prywatne pisma,, Świętej z Kalkuty", Kraków 2008, s. 232-233. Dalej: Pisma.

Dialog międzyreligijny, ŻYCIE DUCHOWE 'JESIEŃ 56/2008, Zasłaniam się modlitwą niczym murem obronnym, Józef Augustyn SJ

 
Posted by Picasa

ŻYCIE DUCHOWE 'JESIEŃ 56/2008
Dialog międzyreligijny

ZBIGNIEW KUBACKI SJ Chrześcijaństwo a dialog międzyreligijny
JANUSZ SALAMON SJ Prawda w dialogu religii
ZBIGNIEW KUBACKI SJ Czy chrześcijanie potrzebują innych religii?
JAN M. BEREZA OSB Wierność własnej religii a dialog międzyreligijny
JACEK BOLEWSKI SJ Chrystus obecny wszędzie...
MAREK BLAZA SJ Kościół katolicki a religie niechrześcijańskie
KS. ALFONS J. SKOWRONEK Religia jako fundamentalna postawa człowieka
RYSZARD ZE ŚWIĘTEGO WIKTORA Benjamin Minor
KS. DARIUSZ JASTRZĄB Życie jest w nas samych
ALEXANDRA PLESHOYANO Wypowiedzieć imię Boga
ANDRZEJ P. BIEŚ SJ Św. Stanisław Kostka
Duchowość ćwiczeń
FRANZ MEURES SJ Ćwiczenia duchowne i psychoterapia
Modlitwa i życie
BŁ. KAROL DE FOUCAULD Miejmy nadzieję
JÓZEF AUGUSTYN SJ Zasłaniam się modlitwą niczym murem obronnym
Modlitwa przy udzielaniu sakramentu święceń
Misyjne drogi Kościoła
VINCENZO POGGI SJ Jezuici i islam
JAROSŁAW DURAJ SJ Kościół katolicki w Chinach
Rozmowy duchowo
Afryka to inny świat Rozmowa z kard. Adamem Kozłowieckim SJ
Wyszliśmy spod płaszcza Gogola Rozmowa z Leonidem Ostrowskim
Chrześcijanin w obliczu judaizmu Rozmowa z Bernardem M. Alterem OSB
Kościół w Australii Rozmowa z Eugeniuszem Ożogiem SJ
Świadectwa
BOŻENA KOPYLNIK Każdego dnia rano padam na kolana
KS. JÓZEF DZIEKOŃSKI Odnowa wiary na Polesiu Mozyrskim
KATARZYNA SZARANIEC Dar słabości
Słowo, obraz czyn
AGNIESZKA RYDZ Brat Karola Wojtyły
MONIKA SKARŻYŃSKA Znak wszechmogącego Boga
ANNA WOŹNIAKOWSKA Missa pro pace Kilara
JÓZEF AUGUSTYN SJ Nieśmiałość u źródeł zbrodni
KATARZYNA STOKŁOSA Drzwi dla wszystkich stoją otworem
Lektury
Ogłoszenia

Zasłaniam się modlitwą niczym murem obronnym
Józef Augustyn SJ
ŻYCIE DUCHOWE • JESIEŃ 56/2008


Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3). Dlaczego Jezus tak mówi? Ponieważ w królestwie niebieskim, które On przynosi, człowiek nic nie bierze sobie sam, ale wszystko otrzymuje wyłącznie jako łaskę i dar. Stawać się jak dziecko, to prosić jak dziecko, otrzymywać jak dziecko i jak dziecko dziękować.
Jest nam niezmiernie trudno uwierzyć, że w wymiarze królestwa niebieskiego wszystko jest darem oraz łaską i że nic do nas nie należy. Dzieła, które prowadzimy, role i funkcje, które spełniamy, muszą być postrzegane jako dzieła królestwa niebieskiego, a nie nasze. I choć są one „na tym świecie" i mają swój ziemski wymiar, to jednak nie mogą być „z tego świata", to znaczy: nie mogą odzwierciedlać mentalności „tego świata", jego namiętności i grzechu, jego dążenia do zysku, rywalizacji i własnej chwały.
l. Jeżeli zapomnimy choćby na moment, że prowadzimy dzieła należące do królestwa niebieskiego, wówczas wszystko to, co robimy, stanie się natychmiast miejscem szukania siebie: własnego uznania czy korzyści materialnej; słowem miejscem realizacji siebie. To prawda, że nasze dzieła i pełnione funkcje są wcielone w ten świat. Dlatego to oczywiste, że czynnik ludzki - psychologiczny, społeczny, ekonomiczny czy polityczny -jest integralną częścią naszego zaangażowania. Ów ziemski wymiar musi być jednak przeniknięty wymiarem duchowym i moralnym, wymiarem królestwa niebieskiego.
Jak we wszystkie ludzkie dzieła, tak i w dzieła królestwa Bożego prowadzone na ziemi wpisane jest zagrożenie i niepewność tego świata: nie pewność polityczna, społeczna czy ekonomiczna. Ale niepewność ta oraz związane z nią trudności, kłopoty i cierpienia nie mogą być postrzegane wyłącznie jako przeszkody, a raczej jako wezwanie do nawrócenia i wzrostu wiary. Świadczą one najlepiej, że „nasze dzieła" nie są nasze, a „nasze plany" muszą być nieustannie poddawane działaniu Ducha Bożego oraz rozeznawane na osobistej i wspólnotowej modlitwie. Fakt, że jedne dzieła w Kościele umierają, a na ich miejsce rodzą się nowe, jest znakiem żywotności królestwa niebieskiego.
2. Modlitwa i tylko ona może zagwarantować, że nasze apostolskie planowanie wpisze się w dzieło królestwa niebieskiego. Bez usilnej modli twy, osobistej i wspólnotowej, plany te byłyby wyłącznie nasze. I choć zewnętrznie mogłyby wyglądać okazale, stałyby się jednak jałowe i bezpłodne. Niekiedy skarżymy się Jezusowi jak Szymon Piotr: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy (Łk 5, 5), ale zapominamy przy tym, że pracowaliśmy bez Niego: jedynie z własnej inicjatywy i tylko własnymi siłami. Kiedy nasze działanie zaczynamy od modlitwy, wówczas Jezus inspiruje nas i kieruje naszymi poczynaniami. Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów (Łk 5, 4) - powie Pan do swego ucznia i słowa te zapewnią owocność pracy Piotra i jego towarzyszy.
Pierwszym dziełem dla każdego z nas jest nasze własne życie duchowe i moralne, codzienna modlitwa, przejrzystość, fundamentalny szacunek dla bliźniego oraz współczucie. Wszyscy doskonale to wiemy, ale często o tym zapominamy. Modlitwa jest nam potrzebna do życia jak powietrze, woda i codzienny chleb, bez których człowiek umiera. W każdy dzień potrzebujemy oddychać Bogiem, pić z Jego źródła miłości i karmić się Jego łaską. Tylko jeśli nasze życie będzie zakorzenione w Nim, stanie się dobre i szczęśliwe, a prowadzone przez nas dzieła będą skuteczne. Bez modlitwy i życia duchowego zaczniemy zachowywać się nielogicznie, nierozumnie, a na wet destrukcyjnie i bezsensownie, niszcząc to, co sami wcześniej zbudowaliśmy, i krzywdząc innych. I właśnie dlatego winniśmy traktować modlitwę jako podstawowe nasze dzieło i najważniejszą odpowiedzialność.
Szczególnej modlitwy potrzebują nasze relacje z bliźnimi, tak często naznaczone ludzką ułomnością. Dzięki modlitwie możemy naprawdę po znać, co jest źródłem nieporozumień i konfliktów. Modlitwa pozwala przekraczać nasze negatywne emocje rozżalenia, gniewu i złości wobec bliźnich, a przyjmować postawy miłosierdzia i współczucia. Modlitwa otwiera zamknięte serca; podpowiada nam, jak winniśmy się zachować w sytuacjach konfliktowych. Św. Marek Eremita doradza: „Lepiej jest ze czcią pomodlić się za bliźniego, niż przy każdej okazji go napominać".
Modlitwa wprowadza ład, porządek i harmonię w nasze życie i dzieła. Nadaje im właściwy kierunek; wskazuje na cele: ten doczesny oraz ten wieczny - osiągnięcie pełni królestwa niebieskiego. Modlitwa jest konieczna szczególnie wówczas, kiedy jesteśmy kuszeni do zachowań dwuznacznych moralnie. Ona demaskuje pokusy i porządkuje świat ludzkich pragnień i po trzeb. Ewagriusz z Pontu naucza: „Ci, którzy gromadzą w sobie urazy i smutki, a chcą się modlić, podobni są do czerpiących wodę po to, by wlać ją do dziurawego dzbana. [...] Modlitwa to osłona przed smutkiem i zniechęceniem".
3. Aby nasze działanie mogło być owocne, musimy - odwołując się do przykładu i nauki Jezusa - zostawić na chwilę wszystkie prace i dzieła, opuścić na czas modlitwy braci i siostry, by udać się na „miejsce pustynne" lub zamknąć się „w izdebce". Tylko tak możemy się oddać wyłącznie do dyspozycji Boga. Otwierając przed Nim nasze serca, słuchając z uwagą Jego słowa, poznamy, czego On od nas pragnie i do czego nas wzywa. Tyl ko w ten sposób możemy oddzielić naszą wolę od Jego woli, nasze myśli od Jego myśli oraz nasze działania od Jego działań.
Doskonale rozumiała to Etty Hillesum, holenderska Żydówka, która w czasie drugiej wojny światowej zgłosiła się dobrowolnie do obozu koncentracyjnego w Westerborku, by służyć ludziom. Ta dzielna kobieta w swoim dzienniku pisała: „Zasłaniam się modlitwą niczym murem obronnym. Zaszywam się w modlitwie jak w klasztornej celi, po czym wychodzę na zewnątrz bardziej «pozbierana» i silniejsza. Ukrywanie się w zamkniętej celi modlitwy staje się dla mnie rzeczywistością i koniecznością. Wewnętrzne skupienie wznosi wysokie mury wokół mnie, za którymi odnajduję samą siebie, za którymi wyłonię się jednolita z rozproszenia. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że nadejdzie w końcu czas, kiedy będę klęczeć przez parę dni, dopóki nie poczuję, że otaczają mnie wały ochronne, za którymi nie grozi mi bezkształtność, zagubienie i upadek".
4. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5) -mówi Jezus. Dzięki modlitwie jesteśmy w stanie oddawać Bogu całe nasze życie i wszystkie nasze codzienne sprawy: te przeżywane świadomie za dnia i te, których nie jesteśmy jeszcze świadomi, a które ujawniają się przez nasze senne marzenia, nieraz pełne niepokoju i obawy o nas samych i naszą przyszłość.
Nie tylko prowadzone przez nas dzieła są darem i łaską, ale pozostaje nią przede wszystkim zaproszenie do modlitwy i nasze trwanie przed Pa nem. Jezus nie powołał nas bowiem jedynie do tego, abyśmy dla Niego pracowali, ale najpierw po to, byśmy z Nim przebywali, poznawali Go, miłowali i naśladowali.
Modlitwa jest najgłębszym źródłem radości życia. Zaiste, jeden dzień w przybytkach Twoich lepszy jest niż innych tysiące; wolę stać w progu domu mojego Boga, niż mieszkać w namiotach grzeszników. Bo Pan Bóg jest słońcem i tarczą, Pan hojnie darzy laską i chwalą, nie odmawia dobrodziejstw postępującym nienagannie (Ps 84, 11-12).
Młody Tomasz Merton pisał w dzienniku: „Teraz dzięki Tobie modlę się przez cały dzień w wielkim pragnieniu, powtarzając wciąż od nowa: Pozwól mi należeć tylko do Ciebie, oddać Tobie wszystko. Kiedy się nie modlę, bywam oschły i chory. Kiedy się modlę, czasem dajesz mi niezmącony, najdyskretniejszy spokój. Nie mogę przestać! Nigdy nie wolno mi przestać się modlić! To boli, gdy przestaję się modlić".

Józef Augustyn S J (ur. 1950), rekolekcjonista, kierownik duchowy, profesor Wyższej Szkoły Filozoflczno-Pedagogicznej „Ignatianum" w Krakowie. Ostatnio opublikował: Przewodnik po przyjaźni', Przewodnik po rozterkach młodości', O tym, co w życiu ważne.

środa, 27 października 2010

Duchowość mężczyzny, Józef Augustyn /Redaktor/

 
Posted by Picasa

Duchowość mężczyzny jest istotnym dopełnieniem książki Duchowość kobiety; która ukazała się niedawno w naszym wydawnictwie. Obie pozycje przeznaczone są dla obydwu płci. Czytanie rozważań o męskości jedynie przez mężczyzn, z jednoczesnym unikaniem rozważań o kobiecości, jak też zainteresowanie przez kobiety jedynie kobiecością, przy równoczesnym pomijaniu refleksji dotyczących męskości, owocuje egocentrycznym koncentrowaniem się na własnych pragnieniach, potrzebach i oczekiwaniach, a zaniedbaniem pragnień, potrzeb i oczekiwań płci komplementarnej. Płeć męska nie jest dla kobiet przeciwną, ale „dopełniającą". Piękno „męskiego ducha" ujawnia się dopiero w relacji miłości i oddania wobec kobiety i odwrotnie. Mężczyzna może zrozumieć własną męskość i realizować powołanie w nią wpisane tylko poprzez relacje do kobiety, a kobieta poprzez relacje do mężczyzny.

Spis treści
Wstęp 5
I. TEOLOGIA O MĘŻCZYZNACH
MICHEL RONDET SJ
Kiedy mistyka jedna męskie z kobiecym 13
KS. ALFONS J. SKOWRONEK
Mężczyzna w Kościele. Status i powołanie 22
DARIUSZ KOWALCZYK SJ
Mężczyzna przed Bogiem 35
CEZARY GAWRYŚ
Mężczyzna, Jezus z Nazaretu 40
CEZARY GAWRYŚ
Chrystus i przeformułowanie pozytywne 54
II. PSYCHOLOGIA I DUCHOWOŚĆ MĘŻCZYZNY
JACEK BOLEWSKI SJ
Sens inicjacji mężczyzny. Na tle Żelaznego Jana 67
MAREK BABIK
Istota męskości 83
STANISŁAW MORGALLA SJ
Autorytet, władza, ojcostwo 100
ZOFIA ZARĘBIANKA
Zranione ojcostwo, okaleczone dzieciństwo.
Wokół eseju Wynaleźć samotność Paula Austera 112
BOGUSŁAW SZPAKOWSKI SAC
Mężczyzna wrażliwy i pewny siebie 123
JÓZEF AUGUSTYN SJ
Niezwykły dar celibatu 136
III. MĘŻCZYZNA MĘŻEM I OJCEM
ANDRZEJ K. ŁADYŻYŃSKI
Męskość jako droga do ojcostwa 145
JACEK PULIKOWSKI
Dojrzałe ojcostwo szczytem karier męskich 159
KS. BRONISŁAW MIERZWIŃSKI Współczesny obraz ojca i męskości.
Wielkość stworzenia i dramat upadku 172
ANNA KAROŃ-OSTROWSKA
Mężczyzna w rodzinie. Kobiecy punkt widzenia 186
JÓZEF AUGUSTYN SJ
Dziesięć przykazań dojrzałego ojcostwa 194
IV. CHŁOPIEC, KTÓRY STAJE SIĘ MĘŻCZYZNĄ
EWA SMÓŁKA
Wychowanie chłopców 205
ANNA BŁASIAK
Rozwój i kształtowanie emoq'i dzieci. Wychowanie 224
ANDRZEJ GODYŃ SDB
Wychowawca chłopców. Św. Jan Bosko 238
ZOFIA ZARĘBIANKA
Mężczyzna jak(o) dziecko. Oblicza niedojrzałości:
Piotruś Pan i Mały Książę 252

© Wydawnictwo WAM, 2008
Redakcja tekstu Jadwiga Świątek
Korekta Katarzyna Stokłosa
Projekt okładki Andrzej Sochacki
ISBN 978-83-7505-190-2
NIHIL OBSTAT. Prowincja Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego, ks. Krzysztof Dyrek SJ, prowincjał. Kraków, 4 lipca 2008 r., l.dz. 169/08.
WYDAWNICTWO WAM ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków tel. 012 62 93 200 • fax 012 429 50 03 e-mail: wam@wydawnictwowam.pl
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 012 62 93 254-256 • fax 012 430 32 10
e-mail: handel@wydawnictwowam.pl
Zapraszamy do naszej
KSIĘGARNI INTERNETOWEJ
http://WydawnictwoWam.pl
tel. 012 62 93 260 • fax 012 62 93 261
Drukarnia Wydawnictwa WAM ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
wydawnictwowam.pl